wczesną jesienią w czasie błogiego spaceru koło Liwy trafiłem na żmiję zygzakowatą, miałem więcej szczęścia niż rozumu, prawie na nią nadepnąłem jak się wygrzewała w słońcu, zdjęcie mam ale w panice jak je robiłem nie wiele na nim widać nauczony tym doświadczeniem teraz w plener tylko w wysokich wysłużonych martensach i oczy do koła głowy a nie tylko kadry w głowie
life - po dacie zdjęć widzę że żmija nie trafiła , a skąd wiesz że to była żmija a nie zaskroniec? są łudząco podobne, tak naprawdę to tylko miedzianka się wyróżnia ale z padalcem też pomylić można jak się nie porusza.
DAAD różnica jednak między nimi jest i charakterystyczne rąby na grzbiecie, no chyba że są zaskrońce z podobnym wzorem ale ofiologiem nie jestem więc mogłem się pomylić
life - właśnie te romby, byłem z kolegą na rybach jest z zawodu biologiem, w penym momecie zobaczyłem trzy zmije zygzakowate n brzegu i odeszła mi chęć nocnego wędkowania, kolega się uśmiał i dwie złapał, trzcia uciekła do wody i świetnie popłynęła. Ostrzegł mnie że lepiej nie ryzykować bo naprawdę można się pomylić. Wszystko zależy od środowiska w którym przebywają te gadziny. Żmija zygzakowata jest na nizinach raczej mniej popularna niż na południu kraju. Tak mi wytłumaczył i pewnie tak jest.
bo to trzeba spędzić dzieciństwo na mazowieckich piaskach, Panowie - wtedy nie ma problemu z odróżniem zaskrońca od żmii zygzakowatej - tam pełno tej gadziny...